
Na fali trendu zero waste, choć chyba bardziej ze względów ekonomicznych, coraz więcej rodziców decyduje się na zakup rzeczy używanych. Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem że kupione przedmioty nie zagrażają bezpieczeństwu malucha. A tak dzieje się w przypadku fotelików z rynku wtórnego.
Kupowanie przez internet używanych fotelików samochodowych lub innych urządzeń do przytrzymywania dzieci w autach to powszechna praktyka, której nie obejmuje żadna oficjalna kontrola. Trudno liczyć podczas takich zakupów na profesjonalną poradę co do montażu czy użytkowania, a już na pewno ze świecą szukać gwarancji na taki produkt. Choć eksperci i prawodawcy
przestrzegają, że foteliki z drugiej ręki nie spełniają zasad bezpieczeństwa, „moda” na używany sprzęt ma się dobrze.
Zadbany nie znaczy bezpieczny
Rodzice decydujący się na taki zakup nie zdają sobie sprawy, lub nie chcą tego wiedzieć, że fotelik samochodowy po wypadku może nie mieć widocznych uszkodzeń, jednak często pojawiają się one wewnątrz konstrukcji lub w bazie montażowej. Kupując używane foteliki, nigdy nie możemy być pewni ich stanu oraz historii użytkowania. Można oczywiście dopytywać sprzedającego, ale trudno liczyć w tej kwestii na uczciwość. Do zagrożeń ze strony uszkodzeń mechanicznych dochodzi również „zmęczenie materiału”, takie jak zabrudzenie czy przetarcie tapicerki, co ma wpływ na bezpieczeństwo higieniczne dziecka. Nie wszystko jest widoczne gołym okiem.
Rodzice nie zdają sobie także sprawy z tego, że foteliki mają ograniczoną żywotność. To, że na oko wyglądają na niezużyte, nie znaczy, iż takie są. Elementy konstrukcji nieustannie pracują podczas jazdy i tracą pierwotne właściwości. Eksperci zalecają, by fotelików nie używać dłużej niż 8 lat od momentu zakupu (mowa oczywiście o nowych produktach). Pomijając już zmieniające się przepisy i regulacje, warto też edukować rodziców w zakresie rozwijających się nowych technologii, jak ochrona przed uderzeniami bocznymi czy nowoczesne systemy absorpcji energii.
Raport z Hiszpanii
AESVi (Alianza española para la seguridad vial infantil), hiszpańskie stowarzyszenie na rzecz bezpieczeństwa dzieci w ruchu drogowym, zaniepokojone tym, że w 2019 r. 33% wszystkich fotelików kupionych w Hiszpanii pochodziło z rynku wtórnego, przeprowadziło naukowe badanie przy wsparciu ekspertów, m.in. z katedry inżynierii mechanicznej Uniwersytetu w Saragossie oraz z działów testów zderzeniowych w firmach produkujących foteliki. Wyniki badania opublikowano w raporcie Effect of aging and use on Child Restraint System.
Badanie przeprowadzono na dziesięciu losowo zakupionych fotelikach z drugiej ręki. Wszystkie kosztowały poniżej 100 euro i obejmowały grupę 0–18 kg. Zostały zbadane zgodnie z tymi samymi przepisami, według których zatwierdzono je pierwotnie do sprzedaży. Przeprowadzono także najbardziej reprezentatywny przedni test zderzeniowy przy prędkości 50 km/h na fotelikach zamontowanych zarówno przodem, jak i tyłem do kierunku jazdy dla grupy 0+. Poza tym, że 80% badanych fotelików nie miało żadnej instrukcji, a 10% nawet oznaczenia homologacji, okazało się, że żaden z produktów nie mógłby zostać zatwierdzony do użytku w obecnym stanie zużycia. Co więcej, eksperci wskazali znaczne pogorszenie skuteczności ochrony w trakcie zdarzenia drogowego. Na negatywne wyniki testów wpływ miały takie wady fotelików jak uszkodzone lub poskręcane pasy, które odpięły się podczas uderzenia, pęknięta skorupa, uszkodzone zapięcie pasów, które się zablokowało i skręciło podczas testu, ubytki wypełnienia w zagłówkach i panelach bocznych czy zepsuty system obrotowy.
A może kampania?
Stowarzyszenie AESVi sugeruje, że istnieje konieczność opracowania nowych przepisów dotyczących fotelików samochodowych, które zagwarantują bezpieczeństwo i prawa konsumenta. Trudno się z tym nie zgodzić, choć chyba jeszcze bardziej potrzebna jest edukacja rodziców, których należy uświadomić, że tanio nabyty fotelik samochodowy z drugiej ręki może być okupiony naprawdę wysoką ceną – życiem ich dziecka. Być może potrzebna jest ogólnokrajowa kampania społeczna w stylu tej uczącej zatrzymywania się przed przejazdami kolejowymi. Warto też powtarzać, że w razie wypadku używany fotelik bez gwarancji nie będzie objęty ubezpieczeniem.
Na jednym z forów dla rodziców znaleźliśmy taki wpis: Sprzedałam dwa stare foteliki, choć sama nigdy bym nie kupiła używanych dla swoich dzieci. Ale jestem szczęśliwa, że pozbyłam się gratów. Niech to wystarczy za cały komentarz.
Raport z badania AESVi otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Emili Alsiny, redaktora naczelnego hiszpańskiego magazynu branżowego „Puericultura Market”, członka BCMI – Baby Care Magazines International.
Urszula Kaszubowska – Branża Dziecięca nr 2/2024