
Postanowiliśmy sprawdzić, jak to się dzieje, że londyński Hamleys przyciąga ok. 5 mln turystów rocznie. Co sprawia, że sześć pięter wypełnionych zabawkami (i otwarte na początku lutego podziemia ze stacją metra) w jednym z najstarszych sklepów z zabawkami są prawie zawsze niemożliwie zatłoczone.
Na witrynach – ekspozycje poświęcone Lego Movie: Emmet i inni ratujący świat bohaterowie filmu, który trafił na ekrany w tym miesiącu. Przed wejściem – tłum jeszcze w miarę subordynowany, po przekroczeniu progu sklepu – dzieci natychmiast wpadają w amok, towarzyszący im dorośli również stają się jacyś żwawsi. Fruwające w powietrzu bański, prezentacja modeli zdalnie sterowanych, pokaz magicznych flamastrów, spotkanie z wróżką – to atrakcje, które czekają na odwiedzających tuż przy drzwiach. Dalej – dzieje się jeszcze więcej.
Parter wypełniony jest pluszakami. Rządzą misie. W różnych wcieleniach. Sporo miejsca na półkach zajmuje Paddington, nie brakuje również Kubusia Puchatka (m.in. w wersji „niedźwiedź ze straszną nadwagą”). Duża powierzchnia przeznaczona została na ekspozycję oferty firmy Steiff. Poza miniaturkami wytwornych zwierząt odzianych w smokingi, koronki, żaboty, a czasem nawet peruki, na stoisku niemieckiego producenta stoi miś gigant. Otaczające go dzieci bardzo sugestywnie przekonywały rodziców, że cena 2000 funtów (ok. 10 tys. złotych) za tę zabawkę, to świetna okazja, lokata kapitału.
Więcej o tym, jak się sprzedaje zabawki w Hamleys, napiszemy w majowo-czerwcowym numerze „Branży Dziecięcej”.
Hamleys – blisko pół miliona zabawek i mnóstwo atrakcji. Fot. BranzaDziecieca.pl[FAG id=37773]