Problemami dla producentów i dystrybutorów handlujących
z Chinami są czas oczekiwania i rosnące koszty transportu.
Fot. Depositphotos.com

Ograniczenia produkcji, globalne problemy z transportem, wyższe ceny energii w Chinach – wszystko to może  sprawić, że niektóre prezenty pod choinkę będą trudno dostępne i droższe niż w latach ubiegłych. Jak to wygląda z perspektywy polskiego rynku?

 

 

Zacznijmy od pandemii. Opóźnienia w dostawach, zatory w przewozach ładunków były efektem m.in. chińskiej polityki zerowej tolerancji dla COVID-19. Po wykryciu choćby jednego przypadku zakażenia zamykano porty i terminale przeładunkowe. W związku z przestojami na towar z Chin trzeba było czekać znacznie dłużej.  Problematyczne stały się czas oczekiwania i rosnące koszty transportu. – Ogromnym problemem był i wciąż jest COVID. Fabryki w Państwie Środka ponownie się zamykają ze względu na wariant Delta tej choroby. Jednocześnie mamy zwiększone zapotrzebowanie na chińskie produkty na całym świecie. Całą sytuację komplikuje jeszcze problem z globalnym łańcuchem dostaw. Światowy handel jest w chaosie. Braki kontenerów, zamknięte porty (w sierpniu wstrzymano pracę trzeciego największego terminala kontenerowego świata, obsługującego głównie ruch do Ameryki i Europy, wcześniej wirus sparaliżował pracę m.in. portu w Shenzhen) – mówi Magdalena Mazur, współwłaścicielka firmy QElements, dystrybutora marki Fat Brain Toys Co. – Mam wrażenie, że globalny plan zakładający tanią produkcję w Państwie Środka się posypał. Produkcja w Chinach jest coraz droższa, ceny kontenerów tak wysokie, że to, co ewentualnie zaoszczędzilibyśmy na produkcji, „zjadają” koszty transportu. Kontenery, za które rok temu trzeba było zapłacić ok. 3 tys. dolarów, obecnie mogą kosztować nawet 15 tys. dolarów. Co więcej, mimo tych cen kontenerów wciąż brakuje. Problem jest ogromny i, szczerze mówiąc, nie widzę szansy na szybkie jego rozwiązanie. Próbujemy sobie radzić. Postanowiliśmy działać z wyprzedzeniem. Złożyliśmy świąteczne zamówienia w marcu. Niestety mimo zapewnień producenta, że wszystko będzie na czas, nie mamy pewności, kiedy towar do nas dotrze – dodaje Magdalena Mazur.

Kontenery, za które rok temu trzeba było zapłacić ok. 3 tys. dolarów, obecnie mogą kosztować nawet 15 tys. dolarów.
Fot. Depositphotos

Według agencji Bloomberga zakłócenia w łańcuchach dostaw, które miały być tymczasowe, najprawdopodobniej  utrzymają się do przyszłego roku. W związku z zablokowaniem portów zwiększonym zainteresowaniem zaczęły się cieszyć inne opcje transportowe, takie jak kolej i przeloty cargo. Nie okazały się jednak lekiem na całe zło – tam również pojawiły się problemy związane z zatorami i rosnącymi kosztami.

Maciej Majcherczyk podkreśla, że jego – jako eksportera – dotknął wzrost kosztów związany ze zlikwidowaniem przez Pocztę Polską opcji paczki ekonomicznej. – Ciekawostką jest to, że porównywalną z kontenerem formą wysyłki hurtowej produktów do Chin były właśnie paczki ekonomiczne. Podczas pandemii ta bardzo korzystna cenowo opcja  została zlikwidowana. Pozostała paczka priorytetowa, która jest znacznie droższa. Korzystamy jednak z tej formy wysyłki i ze spedycji organizowanej przez naszego chińskiego partnera handlowego – mówi współwłaściciel firmy  Amy.

KŁOPOTY Z ENERGIĄ

Rosną koszty surowców, wzrasta popyt na chińskie produkty i towary, produkcja nie nadąża, kolejne branże informują o trudnościach z komponentami i półfabrykatami, trwają zakłócenia w łańcuchach dostaw. Do tej listy problemów trzeba dopisać jeszcze kryzys energetyczny w Państwie Środka. Ceny węgla wzrosły do rekordowych poziomów. W połowie października w kilkunastu chińskich prowincjach ograniczono dostawy prądu dla zakładów przemysłowych i gospodarstw domowych.

Chiny to jeden z największych na świecie konsumentów węgla. Przywódca kraju Xi Jinping w zeszłym roku ogłosił jednak, że w walce o spowolnienie tempa zmian klimatycznych do połowy tego stulecia państwo stanie się neutralne węglowo. Tymczasem, jak podaje brytyjski dziennik „Guardian”, według chińskiej Krajowej Agencji Planowania Gospodarczego tylko 1/3 regionów osiągnęło cele w zakresie redukcji zużycia energii w ciągu pierwszych 6 miesięcy 2021 r. Reakcją na przekroczenie limitów było ogłoszenie przez władze w połowie września surowszych kar dla prowincji, które nie spełniają wyznaczonych celów. Oficjele zagrozili również pociągnięciem do odpowiedzialności lokalnych urzędników. – Mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Chińczykom kazano ograniczyć emisję. W porządku, zmniejszają zużycie węgla. W konsekwencji stają fabryki. A co w tych fabrykach jest produkowane? Między innymi komponenty do produkcji samochodów elektrycznych. Zeroemisyjność może się udać, gdy Chińczycy zrealizują inwestycje w alternatywne źródła energii. Budują je teraz na pustyni Gobi. Wiatraki i panele słoneczne  mają dostarczać 2 razy więcej energii niż cała polska energetyka – mówi Maciej Majcherczyk.

Kryzys energetyczny w Chinach znalazł odzwierciedlenie w raczej pesymistycznych prognozach ekonomistów. Pod koniec października analitycy Nomury obniżyli prognozę chińskiego wzrostu w 2021 r. o 0,5 punktu procentowego, do 7,7%, powołując się m.in. na rosnącą liczbę fabryk, które musiały zaprzestać działalności z powodu lokalnych nakazów ograniczenia zużycia energii lub przerw w dostawie prądu z powodu rosnących cen węgla i jego niedoborów. Również analitycy Goldman Sachs obniżyli Chinom prognozę wzrostu PKB w 2021 r. do 7,8% z 8,2%, powołując się na „ostatnie ostre cięcia produkcji w wielu gałęziach przemysłu o wysokiej energochłonności”.

Czy te prognozy się sprawdzą? Czas pokaże. – Tak naprawdę Chińczycy nikogo nie potrzebują. Im wystarcza zaspokajanie potrzeb rynku wewnętrznego, zaopatrywanie ok. 1,5 mld własnych odbiorców, coraz bardziej  zamożnych. W czasach pandemii świat, z powodu braku dywersyfikacji, po raz kolejny zauważył, że bez Państwa Środka nie może sobie poradzić – podsumowuje Maciej Majcherczyk.

Branża Dziecięca 7/2021